Wspiera Cię Niebo i Ziemia.


Strona ta wykorzystuje pliki cookies w celu realizacji swoich usług i funkcji zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz samodzielnie dostosować warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

wtorek, 4 grudnia 2012

NA 5 MINUT PRZED PRZEBUDZENIEM...ELFIK SZCZĘŚCIA









Elfik szczęścia...

Hi! Hi! Hi! – dzisiaj obudził mnie delikatny śmieszek, który wydobywał się ze mnie!  Śmieszek, czy uczucie uśmiechu pod skórą? Dziwne... ale jakie radosne! Nagle odczułam, że ten śmieszek uwija się dookoła mnie, muska po twarzy, uszach, dłoniach i śmieje się, śmieje, chichocze bez przerwy.
Zaraz... przecież to ja się śmieję – pomyślałam. Uczucie szczęścia... skąd ono przyszło, tak nagle i od samego rana, kiedy nawet dobrze oczu nie otworzyłam... Tak bez powodu?

I wtedy zobaczyłam go: mały, skrzydlaty elfik polatywał sobie wokół mnie, a z jego nóżek wyrastały złociste jakby jakieś nici, korzonki...
Nie wiem, co to było, ale te nitki, korzonki wyrastały z mojego serca!

Pięknego dnia, Kochani!

Na 5 minut przed przebudzeniem ... Granica Światła


 
 
Na 5 minut przed przebudzeniem... Granica Światła


To dziwne... wczoraj „dosypiałam” sobie w szarym świetle wstającego dnia, gdy znienacka przypłynął do mnie ten obraz sprzed jakichś 3 – 4 lat: Idę zaśnieżoną drogą w okolicy mojego domu, jest wieczór, światło przydrożnych latarni odbija się w kryształkach drobnego śniegu powoli spadającego na lekko lśniącą nawierzchnię drogi. Światło jest ciepłe i złociste, wokoło panuje uroczysta cisza. Jest tak świetliście i złociście, że nie czuję poszczypywania lekkiego mrozku, który czai się w pobliżu, czekając na swoją porę...

Idę w tym świetle i cieszę się, że w końcu założyli te latarnie, ponieważ mogę przedłużyć swój spacer z psem po jasno oświetlonej drodze.  Rozkoszuję się tą pełną ciepła jasnością             i dochodzę do skrzyżowania dwóch dróg. Na wprost mnie – dalszy odcinek, mroczny i ryzykowny w ciemności, bo śliski, a przed skrzyżowaniem stoi ostatnia latarnia. Miałam zawracać i zawołałam moją sunię, ale ona zanurkowała w ciemność, więc ruszyłam do przodu, stwierdzając, że latarnia daje jeszcze dość światła, bym widziała drogę przez sobą. Sunia pojawiła się przy moim boku, ale ja szłam dalej, ufna w to, że ciągle jeszcze widzę i mam wystarczająco dużo światła, by spokojnie iść dalej.
- A co tam, pójdę dalej i dojdę do tej gładkiej drogi przez pola, przecież oczy przyzwyczają się do ciemności! – pomyślałam sobie, tyle że tę myśl zakończyłam już w parterze, zdziwiona, czemuż to moje oczy znalazły się tak blisko nawierzchni drogi.

Akurat z przeciwnej strony szedł jakiś mężczyzna i podał mi rękę, ponieważ potłukłam się tak mocno, że trudno mi było wstać.

Dziękuję panu bardzo – wykrztusiłam – kiedy już pewnie stałam na nogach – zapędziłam się z psem, myślałam, że dam radę bez światła, ale tu jest rzeczywiście bardzo ciemno...

Mężczyzna spojrzał tam, skąd przyszłam i skąd dobiegało słabe mżenie światła ostatniej latarni, i jakimś szczególnym głosem powiedział: Trzeba wiedzieć, kiedy zawrócić, po co brnąć dalej...

Zastanawiam się, dlaczego przyszło do mnie to wspomnienie...

 

piątek, 30 listopada 2012

Polecam...



http://prawdaserca.pl/2012/11/illuminati/

Z cyklu: FENIKS PRZED LUSTREM


Z cyklu: FENIKS PRZED LUSTREM
 


No tak! Nic się nie dzieje! Nawet we wnętrzu. Pustka! Stan zawieszenia. Nie ma nawet oczekiwania na cokolwiek.

Z oddali dobiega melodia czyjegoś lęku, zawodu i żalu, staccato wypłoszonego serca, przeciągłe zawodzenia żalu i rozczarowania, szelest usuwających się, chybotliwych piasków niepewności...

Wbrew tym wszystkim odgłosom pozostaję spokojna i ufna w najlepsze rozwiązanie.

Nie mam w sobie lęku ani żadnych uprzedzeń.  Daleko mi do niechęci.

Żyję skąpana w Świetle Źródła, a na ciemność spoglądam spokojnymi oczami.

Bowiem pamiętam, jak nie tak dawno równoważyłam w sobie Światło i Ciemność.

To bolało, nawet bardzo, lecz w końcu ona pierzchła, ta moja smutna Nauczycielka...

Ciemność w świecie? Tak! Akceptuję ją, chociaż nie muszę jej przytulać. Akceptuję jej istnienie, ponieważ to dzięki niej doświadczam, my wszyscy doświadczamy.

Mogę nie lubić tej swojej  nauczycielki zajęć praktycznych, lecz uznaję, że trzeba ją zaakceptować,

ponieważ jestem w Szkole i nie mogę zwagarować z lekcji ani siedzieć w ławce, obgryzając ołówek.

Szkoła ma mnie nauczyć, bo taka jest rola Szkoły i Nauczyciela, a ja mam się uczyć, bo to jest moja rola jako Ucznia.  Jeżeli się nie nauczę, czeka mnie powtórka roku, aż do skutku.

Twarda to nauka i twarda szkoła.

Lecz wypuszcza z dyplomem tych, którzy są naprawdę najlepsi, ponieważ zaakceptowali i program, i nauczycieli.

Tak wzrastają ci najdzielniejsi, którzy odkryli tajemnicę.

Udzielając ciemności Przebaczenia jej czynów i dając swe Dziękczynienie za lekcje, których im dostarczyła..

I na wszystko to, co widzą, zlewają Boskie Światło, patrząc oczami Jedynego/Źródła/Ojca i Matki i dołączając do tego wejrzenie swoich ludzkich, pełnych Miłości serc...
 

 

 

Medytacja utwierdzenia siebie w świadomości Źródła









Niedawno przeżyłam piękne doświadczenie, odczułam bowiem na sobie sposób, w jaki działają związki towarzyskie Nowej Ery, a jeszcze bardziej odczułam, jak oddziałuje świadomość bycia cząstką Źródła:

Przez cztery  miesiące cierpiałam na różne dolegliwości, bardzo przykre, krępujące i bolesne. Starałam się uporać z nimi sama, korzystałam także z pomocy Przyjaciół.  Jednakże dwie pozostały, z których jedna dała mi łupnia, jakby za pozostałe, które odpływają już w przeszłość. Za każdą poprawą szedł natychmiast nawrót, uświadamiając mi, że czegoś nie rozumiem, czegoś nie przerobiłam i lekcja nadal trwa. Przyznam się, że zaczęła mnie niepokoić ta moja nieporadność a raczej niechęć do sięgnięcia do sedna problemu.

 Jedna z moich serdecznych znajomych, wiedząc o moich przypadłościach, zdiagnozowała mnie na odległość, no i okazało się, że potencjalnie jest się czym martwić, jeśli wybierze się wariant pesymistyczny. Przestudiowałam temat w Internecie i zobaczyłam, że mój optymizm nieco opadł. Oczywiście, otrzymałam od Asi dobre rady, ale wiedziałam podskórnie, że zadziała cokolwiek, nawet ten przysłowiowy napój z ziela rwanego o północku, na nowiu,  o ile spełnię pewne warunki.

 Wieczorem telefon: z drugiej strony nasza wspólna znajoma,  co tam – znajoma – Przyjaciółka, bo tak "plotkować" potrafią tylko przyjaciółki. Okazało się, że właśnie obie panie zakończyły telekonferencję na temat, jak mi tu pomóc.  Ela przedstawiła mi propozycję działania i usilnie prosiła, bym ja zastosowała. Louise Hay to genialna kobieta! A ja? Trafiona! Zatopiona! Cała we łzach zrozumienia przyczyn mojego stanu!

Zrobiłam kolejną, powtórną  sesję przebaczenia, rozszerzając ją, zgodnie z radą – o przebaczenie sobie, czegoś, co jak mi się wydawało, było „racjonalną” konsekwencją pewnych traumatycznych wydarzeń z mojego życia.

A potem poczułam impuls i zrobiłam rzut na taśmę – Najpierw medytacja – a potem prośba skierowana bezpośrednio do Źródła, aby pomogło mi uleczyć tę najprzykrzejszą przypadłość. Białe światło spłynęło i zaszalało – całe ciało mżyło i lekko dygotało. Pojawił się ogromny spokój, lekkie bóle, które później ustały i już nie powróciły. Zniknęło alarmujące uczucie, że coś się dzieje w moim organizmie!  Rano stwierdziłam, że problem zmniejszył się o jakieś 80%. Minęło kilka ładnych dni i nadal nic się nie dzieje. Jest we mnie teraz pokora i wdzięczność wobec Źródła i tych wszystkich kochanych Dusz, które mi pomagały. Będę kontynuować te medytacje, mam jeszcze trochę roboty, ale czuję, że to jest moja droga do pełnego uzdrowienia.  Potem pojawiła się następna dolegliwość, prawie zwalając mnie z nóg i znowu doznałam cudu, jaki może zaistnieć w życiu dzięki życzliwości drugiego człowieka. A ta życzliwość + zrozumienie przyczyn + praca wewnętrzna + pomoc Źródła zadziałały tak, że ponownie cieszę się dobrym samopoczuciem. Wspaniała lekcja!

Przedstawię przebieg tej medytacji, ponieważ  wydaje mi się, że może się ona Wam przydać, Drodzy Przyjaciele, bo mnie się bardzo przydała. 

 

MEDYTACJA UTWIERDZENIA SIEBIE W ŚWIADOMOŚCI ŹRÓDŁA

Przygotowanie: (Jeśli nie możesz wizualizować tego, o czym mowa, powtarzaj sobie te słowa, Twoja dusza widzi wszystko, co powiesz.)

Rozluźnij maksymalnie całe ciało. Najlepiej jest przeprowadzać tę medytację tuż przed zaśnięciem lub rano – po przebudzeniu. Działa cudownie jako ochrona podczas snu i jako przygotowanie do pięknego dnia w poczuciu bezpieczeństwa i bycia kochanym/kochaną.

Seria głębokich, spokojnych oddechów.

Spływa na Ciebie cudowne, jasne Światło z najwyższego poziomu, które płynie z obecności Źródła, naszego Ojca i Matki.

Wciągaj to Światło w siebie, podczas gdy płynie ono do Twojej czakry korony, mijając po drodze czakry – Bramę Duszy i Gwiazdę Duszy.

Niechaj to piękne Światło wniknie do czakry korony, rozświetlając ją swoim blaskiem, wejdzie do Twojej tuby pranicznej (która biegnie wzdłuż kręgosłupa, nie należy jej mylić z kanałami energetycznymi idą i pingalą oraz shushumną).

Teraz pozwól temu Światłu przepłynąć w dół, niechaj po drodze rozświetla i ożywia wszystkie czakry po kolei, aby wyjść dołem, przez cztery punkty energetyczne u podstawy i podążyć w dół, poprzez czakrę – Gwiazdę Ziemi – aż do rdzenia Gai. Niechaj to Światło z Pierwszego Źródła dotknie rdzenia Gai i wniknie weń, rozświetlając  jeszcze bardziej jego wnętrze.

Pobudzona tym impulsem wypływa z wnętrza rdzenia Ziemi struga jej pięknego światła i dąży w górę, tą samą drogą, co struga Światła z Pierwszego Źródła, przechodząc przez Gwiazdę Ziemi, wnikając do ciała przez cztery punkty energetyczne u podstawy, przechodząc tuba praniczną obok wszystkich czakr po kolei i rozświetlając je swoim blaskiem zdąża przez czakrę korony, Gwiazdę i Bramę Duszy do Pierwszego Źródła.

Odczuj, jak te dwie energie płyną w przeciwnych kierunkach, mijając się w Twojej tubie pranicznej, podczas gdy Twoje czakry jaśnieją i pięknieją z każdą chwilą.

(Jest to niezależne od tempa Twojego oddechu, nawet od Twoich ruchów czy pozostawania w bezruchu. Możesz –utrzymując tę świadomość, chodzić i działać w świecie.)

Teraz możesz wizualizować, jak z każdym Twoim oddechem do przestrzeni na środku klatki piersiowej, pomiędzy sercem a kręgosłupem, wpływa część z tych strug światła i wykonują one ruch dookolny w przeciwnych kierunkach, bowiem jedna wpływa z lewej, zaś druga – z prawej strony.

Z każdym oddechem możesz powiększać zakres tego światła, pozwalając mu rozszerzyć się na całe Twoje ciało, wyjść z niego i przechodzić przez poziomy subtelne.

Możesz rozszerzać światło płynące z przestrzeni Twojego serca, tak jak sobie życzysz: przelać je na swój dom, rodzinę, bliskich, przekazać Światło sprawom, krajom i ludziom, które/którzy tego potrzebują, posłać je Matce Gai, planetom, galaktykom, wysłać w dziękczynieniu Pierwszemu Źródłu.

Ten rodzaj medytacji przeprowadzony rano daje Ci zakotwiczenie pomiędzy Niebem i Ziemią, nadając moc temu, co będziesz robić, a jednocześnie – ochronę przed  działaniem niekorzystnych energii.

Medytacja ta przeprowadzona wieczorem chroni Cię w czasie snu.

A oto jej skrócona wersja (w przypadku, gdy jesteśmy już bardzo zmęczeni):

(Możesz leżeć)
 
 

Bierzesz kilka spokojnych, głębokich oddechów.

Wizualizujesz, jak z Pierwszego Źródła płynie do Ciebie przepiękne, jasne Światło.

Wizualizuj, jak Twoja czakra korony zaczyna lśnić i odbijać zbliżające się Światło.

Brzegi Twojej czakry korony stają się brzegami wielkiego, jaśniejącego kielicha, na którego dnie spoczywa piękny brylant – jest to Twoja szyszynka.

Zauważ, jak pod delikatnym dotknięciem wnikającego w nią Światła rozjarza się ona pięknym blaskiem – ten bezcenny klejnot Twojego ciała, Twojego Jestestwa.

Teraz pozwól, aby dno Twojego kielicha rozsuwało się łagodnie, wpuszczając snop tego Światła od Pierwszego Źródła.

Pozwól, aby Światło Pierwszego Źródła wnikało w Ciebie, wchodząc wzdłuż Twojego ciała i rozświetlając je swoim blaskiem.
Jeśli masz jakieś opory, wątpliwości typu: To nie jest prawda! Albo: Ja nie jestem godny/a, albo: To jest zbyt proste, żeby było prawdziwe! – ujrzyj, jak przeniknięte Światłem spopielają się one, jak skorupki orzechów w płomieniu.

Niechaj Miłość i Prawda Źródła wejdzie w Ciebie i przeniknie Cię w całości, na wszystkich poziomach Twojego ciała.

Teraz możesz zwrócić się do Źródła, prosząc Je np. o uzdrowienie.

 (Zapewniam Cię, że jeśli zrozumiałeś/aś treść przekazu, jaki niesie z sobą choroba i zrobiłeś/aś, co było możliwe, by sobie pomóc, stosując się do zaleceń tego przekazu, teraz możesz liczyć na skuteczną pomoc Źródła).*)

Tak samo możesz zwrócić się do Źródła – Ojca/Matki  z prośbą o ochronę podczas snu lub o uzdrowienie jakiejś trudnej dla Ciebie sytuacji.

Praktykuję tę medytację i zachęcam na podstawie własnych doświadczeń i doznań.

 

*) Polecam pozycje Louise Hay na temat  psychosomatycznych uwarunkowań naszych schorzeń.

 

 

niedziela, 25 listopada 2012