Wspiera Cię Niebo i Ziemia.


Strona ta wykorzystuje pliki cookies w celu realizacji swoich usług i funkcji zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz samodzielnie dostosować warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

niedziela, 6 lipca 2014

Post Daniela - 17. dzień Andżeliki i finał Ani B.


Andżelika - 17. dzień postu Daniela
Będę się powtarzać, bo dzisiejszy dzień również minął mi bezproblemowo, bardzo bardzo przyjemnie. Cieszyłam się piękną pogodą, przyrodą, z którą obcowaliśmy w Łazienkach, muzyką, jaka rozbrzmiewała wokół (było mnóstwo koncertów plenerowych), towarzystwem naszych kilkudniowych gości. Lody, które niby nie robią na mnie wrażenia, ale skoro ciągle o nich piszę, to jednak robią - nie spowodowały jakiejś wewnętrznej rozterki. Cóż, przyjdzie na nie czas... w dodatku w domowej wersji - czyli najlepszej.
Nie czuję się niedożywiona, nienajedzona - jakby to niektórzy chcieli usłyszeć. Wręcz odwrotnie, coraz mniejsze porcje całkiem mi wystarczają. Może jem częściej, ale za to mniejsze ilości. Nie czuję żadnego ucisku, obciążenia, innych problemów gastrycznych. Organizm chyba jest zadowolony. Czasem mięśnie dadzą znać o sobie... i to chyba wszystko. Energia wzrasta, entuzjazm też. Humor mi dopisuje, słońce ogrzewa, mam całkiem sporo sił, zwłaszcza po wielogodzinnych spacerach po Warszawie i okolicach.
Jest bardzo okej.

 

Komentarz: Andżeliko! Ty i Romek jesteście  wzorcowymi Postowiczami! J Właśnie tak powinno być, świecicie przykładem. Trzymam kciuki za etap po półmetku!

 

 

 

Ania B. kilka uwag na temat prawidłowego przebiegu Postu Daniela, czyli: Dlaczego zakończyłam post po 11. dniu?

 

Decyzję o zakończeniu postu podjęłam błyskawicznie, czując się prawie jak rozbitek rzucający się ostatnim wysiłkiem na piasek plaży. Cóż za patos! J

 

Opiszę teraz kilka zjawisk, jakie powinny i jakie nie powinny mieć miejsca podczas Postu Daniela, jeśli ma on rzeczywiście przynieść nam zdrowie i oczyszczenie:

 

Przede wszystkim, zadbaj o zarezerwowanie sobie czasu z rozluźnionym programem codziennych zajęć – więcej czasu i uwagi poświęcisz teraz przygotowywaniu potraw i musisz mieć czas (i miejsce), aby je zjadać.

 

Jeśli masz skłonność do depresji – zrezygnuj z postu! Czarne myśli wypłyną na wierzch podczas oczyszczania, a jeśli nie będziesz mieć pod ręką kogoś, kto wesprze, sam/a możesz sobie nie poradzić. Poza tym w pierwszej fazie postu poczujesz się źle fizycznie, co pogłębia depresję.

 

Zadbaj o komfort cieplny – dlatego post najlepiej jest zacząć w porze letniej – nie tylko kalendarzowej. W czasie postu obniża się mocno ciśnienie krwi i wzrasta wrażliwość na zimno.

Przebywaj dużo na świeżym powietrzu, w ruchu, jak najczęściej ciesz się ciepłymi promieniami słońca, ogrzejesz się i poprawisz sobie nastrój.

 

Nie dopuszczaj do uczucia głodu – to nie jest głodówka, tylko szczególny system odżywiania połączonego z wyrzucaniem śmieci, dlatego dbaj o to, by zawsze móc coś przekąsić, kiedy dopada Cię uczucie czczości.

 

Post powoduje w pewnej fazie nasilenie naszych dolegliwości, a tzw. prezentacja objawów ujawnia zastarzałe schorzenia, które dają takie odczucia, jakby występowały na bieżąco. Zasadniczo stan ten trwa do około 5 dni, jeśli jednak przedłuża się, a Ty nie wytrzymujesz tych objawów – zakończ post.

 

Jeśli mocno puchną ci stopy i trwa to co najmniej 2 dni, jest to sygnał, że organizm już nie chce kontynuować tego reżimu. Nerki mówią: dosyć!

 

I ostatnie – najważniejsze: podczas postu ma panować w Twoim życiu spokój, pogodny nastrój, więc ciesz się spotkaniami towarzyskimi, sportem, spacerami, świeżym powietrzem. Wszelkie sprawy inne, jeśli możesz – odsuń od siebie.

 

Silne stresy mogą bardzo pogorszyć samopoczucie i przywrócić cię nawet do (niekomfortowego) stanu poprzedniego.

 

Dlaczego to wszystko piszę? Kochani Czytelnicy i Przyjaciele – dzielę się z Wami swoim doświadczeniem, skoro sama sobie pokazałam, czego nie powinno być podczas mojego postu: Było zimno, były zmartwienia i trudne sprawy do załatwiania, było napięcie emocjonalne, brak czasu i chęci przygotowywania posiłków, nie zawsze była też możliwość zjedzenia czegoś „na szybko”, dlatego postanowiłam żywić się tym, co jest pod ręką, lecz ten wariant również nie zawsze był możliwy do realizacji. Najbardziej zaszkodziła mi moja tendencja do „zapominania” o jedzeniu. Chodziłam głodna, nie wiedząc nawet o tym, ale osłabiony organizm w końcu powiedział: Dość! I to stanowczo. Wprowadziłam do menu trochę węglowodanów, oliwę i olej kokosowy i … wracam do siebie.

 

Post Daniela jest wspaniałą kuracją, ale ja przeprowadziłam ją nieprawidłowo i dlatego dzielę się z Wami tymi doświadczeniami, abyście mogli cieszyć się efektami, bez niemiłych doznań.

 

Pozdrawiam serdecznie

Ania B.

Post Daniela - Andżelika i Romek




Romek - 17 .dzień (niedziela) diety odtruwającej warzywno-owocowej.
Waga w dół 0,4 – 82,8 kg
Dzisiaj przyśniło mi się, że robię przepyszne, lukrowane jagodzianki.
Chyba za niecałe dwa tygodnie, właśnie takie wkroczą na mój stół.
Wczoraj dzień wypełniony atrakcjami poza kulinarnymi: wizyta u wnuczka Antosia i spacer po Żelazowej Woli. Wieczorem mecze i na kolacje owoce.
Dzisiaj na śniadanie buraki z avocado pomidory i świeże ogórki. Na obiad już czekają przygotowane buraczki. Świetna pogoda, zachęca do spaceru w Łazienkach. Chyba to jest meritum tej diety, dużo warzyw i owoców przeplecione aktywnością fizyczną.

 

 

Andżelika - 16. dzień postu Daniela.
Piękny dzień. Wszystko smakowało... i starczało (zero głodu) Menu wczorajsze. Pogoda, jak dla mnie, idealna.... akurat na spacer w uroczym miejscu. Dzisiaj zwiedzaliśmy Żelazową Wolę... z dziećmi, wnuczkiem i naszymi gośćmi. Lodów nie jedliśmy - jako jedyni.. ale bez żalu. Za kawą się oglądam, ale chyba bardziej za jej zapachem niż smakiem. Zobaczymy jak będzie po, w zeszłym roku prawie się z niej "wyleczyłam", miałam kawowstręt... niestety minął mi
Samopoczucie super. Jeśli zaś chodzi o fizyczną formę, to pobolewają mnie mięśnie w udach, ale nieznacznie, nie to, co w zeszłym roku. Mam jakby lekkie zapalenie spojówek, oczy zrobiły mi się lepkie, trochę posklejane. Może tylko przez chwilę. Nie jest to nic dotkliwego, ot takie uboczne efekty postu.
Zdecydowanie letnia aura dodatnio wpływa na jakość życia podczas diety.
Wagi straciłam mniej więcej 2 kg. Nie za dużo, ale jak to Ania B. zauważyła, lepiej trochę wałeczków na brzuchu zostawić, wszak tam się skrywają nasze estrogeny... wiadomo, że potrzebne.
Czyli przede mną 12 dni? Tak wychodzi.

Wielki krąg istnienia (Artykuł ponownie publikowany)


Wielki krąg istnienia (Artykuł ponownie publikowany)

Nadesłał:  Steve Beckow 3 lipca 2014r.  


 

 (…)

W poniedziałek, podczas Godziny z Aniołem gościła u nas Boska matka. Pozwólcie, że w ramach przygotowania rozpatrzę pewne aspekty Boskiego Planu i cel życia.

Życie można praktycznie pojmować jako wielki krąg istnienia, którego jedna połowa prowadzi do coraz większej gęstości, natomiast druga – zmierza ku coraz większej subtelności.

Pierwszą połowę kręgu stanowimy my, jako boskie iskry lub gwiezdne dzieci wyłaniające się z Boga, wielkiego centralnego słońca (i poza tym wielkiej Pustki), by przyjść do świata. Druga połowa nas opuszcza świat, powracając do Boga.

Przypuszczam, że Jezus miał na myśli ten wielki krąg, kiedy mówił: „Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca”(1).  Jest to zwięzły opis wielkiego kręgu istnienia.

Życie w Trzecim Wymiarze składa się z kolejno następujących po sobie egzystencji. W Piątym Wymiarze wychodzimy poza przymus umierania w celu zmiany naszej formy fizycznej. Nadal rozwijamy się duchowo, lecz bez niedogodności przymusu ponownych narodzin.

Gdybyśmy ograniczali siebie do drugiej połowy cyklu, poza tym kręgiem powrót do Boga, nasz postęp nie byłyby proste. Podróże odbywane są indywidualnie, życie po życiu, po linii spirali, co oznacza, że jednostka powraca ponownie do tej samej sytuacji, aż zrozumie zawartą w niej lekcję. Lecz zawsze powraca do coraz to wyższych poziomów zrozumienia.  

 


A kiedy opuścimy Trzeci Wymiar, zobaczymy, jak postępujemy w coraz większą światłość istnienia, wyrafinowanie i bezcielesność.

Jesteśmy jak laleczka zwana matrioszką, mając na zewnątrz ciało fizyczne, a we wnętrzu iskry boskości zagnieżdżone w następnych ciałach – eterycznym, astralnym, mentalnym, przyczynowym itd.

Jednak nie będę rozwijał tej analogii, ponieważ jest ona zbyt skomplikowana, by ją użyć, obecnie wyglądamy dokładnie jak odwrotność matrioszki.  Fizyczne ciało jest w środku, a większe i wspanialsze ciała znajdują się stopniowo „na zewnątrz” ciała fizycznego.                                            Hmm…. Zbyt trudno jest to ubrać w słowa … Nie „na zewnątrz” w sensie fizycznym –  każde ciało jest w innym wymiarze.

Mamy skłonność do myślenia, że materialne ciało trzecio-wymiarowe jest solidną, realną rzeczą, sercem materii, a wyższo-wymiarowe ciała są jego kopiami,z coraz mniejszymi narządami i coraz bardziej subtelnym kształtem.

Tak jest wówczas gdy ciała wyższo-wymiarowe są wyrafinowaną formą bazowego ciała, które jest ciałem Trzeciego Wymiaru.

Lecz Archanioł Michał pomniejsza wartość tego poglądu, przypominając nam, że przyszliśmy z tych wyższo-wymiarowych ciał do Trzeciego Wymiaru. Nasze wcześniejsze ciała są bardziej wyrafinowane, są to te ciała, które „opuściliśmy”, schodząc w materię.

Z tego powodu również Boska Matka powiedziała nam podczas  Joshua Tree, że my nie przychodzimy do „nas nowych”; my powracamy do „nas starych”. Tak, do naszych oryginalnych postaci, naszego pierwotnego wyglądu.

To nie jest tak, że aspirujemy do bycia aniołami. My byliśmy pierwotnie aniołami, które zgodziły się na to, że dla doświadczenia będą żyły w ciele. Obecnie powracamy do naszych poprzednich wymiarów, a nie przychodzimy do nich po raz pierwszy.

Tak więc to materialne ciało nie jest sercem materii, lecz raczej może najdalszym osiągnięciem (albo nie) naszej podróży od Boga.

Bóg jest sercem materii i Bóg jest tym, czym my jesteśmy. Jesteśmy na balu maskowym i Bóg nosi wszystkie maski i odgrywa wszystkie role. A naszym zadaniem jest zdjąć maskę i rozpoznać siebie jako Boga Jedynego.

 



Fakt, że ta powrotna część naszego duchowego rozwoju jest postępem od gęstości do subtelności, odzwierciedla sposób, na jaki doświadczamy Boga, jak mówi  Sri Ramakrishna, przechodzimy od postrzegania skomplikowanych form Boga, aby ostatecznie widzieć tylko światło pozbawione kształtu. Mówi się tutaj o mocy i chwale, lecz to samo można powiedzieć o przeniesieniu się od formy do stanu pozbawionego formy.

„Im bardziej postępujesz ku Bogu, tym mniej dostrzegasz Jego chwałę i wspaniałość. Adept na początku ma wizję Bóstwa z dziesięcioma ramionami; ten wizerunek zawiera wielką dozę mocy.

W następnej wizji widzi Bóstwo z dwoma ramionami i nie trzymają już one żadnej broni ani pocisków. Następnie adept  ma wizję  Gopali [Kriszna jako dziecko], który nie przejawia oznak mocy. Ma ciało dziecka pełnego czułości. Poza tym występują także inne wizje. Następnie adept widzi tylko Światło” (2).

Cały czas jest to Bóg, który przyjmuje wszystkie te formy, dla nauczenia nas, kim my jesteśmy.

„Brahman [Bóg] może być porównany do nieskończonego oceanu, bez początku i końca. Wiemy to, że dzięki intensywnemu zimnu niektóre części oceanu zamarzają, stając się lodem i bezkształtna woda jawi się nam jako posiadająca kształt, a więc, dzięki intensywnej miłości pełnej oddania,  Brahman przybiera ciało i osobowość.

Lecz ta forma ponownie się roztapia, kiedy wschodzi słońce wiedzy. Wówczas wszechświat również znika i jest postrzegany jako nicość poza Brahmanem, tym nieskończonym” (3).

Wiedzcie z całą pewnością, że wszelkie formy są formami samego Boga” (4).

Sri Ramakrishna widzi Bezcielesnego, który przybiera formę (ciało) a następnie roztapia się ponownie w bezkształcie. Często to opisuje:

„Kiedyś, podczas gdy medytowałem w świątyni, obrazy stworzone przez Maję były usuwane z mojej świadomości  jeden po drugim. Matka pokazała mi Światło jaśniejące bardziej niż milion słońc. Z tego Światła przyszło Ciało duchowe.

Następnie to Ciało ponownie wtopiło się w samo Światło. Bezcielesny zabrał Ciało, aby następnie ponownie wtopiło się w Bezcielesność“(5).

Te chwile są tak subtelne, że kiedy stara się je opisać, traci świadomość.

„Widziałem wszystko, jak przechodzi ze stanu formy/ciała do bezcielesności. Chcę wam o tym opowiedzieć, ale nie mogę” (6).

„Czasami, kiedy wydaje mi się, że powiem wam coś o tym, co widziałem, czuję, jak tajemnicza siła narasta wzdłuż mojego kręgosłupa. Kiedy dochodzi ona dotąd lub nawet dotąd (pokazuje na serce i gardło), ktoś zamyka mi usta, jak teraz i gubię się. Przygotowuję umysł, by opowiedzieć wam o tym, co czuję, a wtedy Kundalini przechodzi pnad gardło, lecz kiedy myślę o tym, umysł sięga swoich granic i sprawa zakończona” (7).

W innym artykule rozpatrzę dalej, w jaki sposób przebudzenie wiedzy o naszej prawdziwej tożsamości jest celem tego wszystkiego. Niektórzy myślą, że miłość lub ekspansja, albo wspaniałość są tym zakończeniem, lecz są to tylko dodatki. Tak naprawdę to wiedza jest zakończeniem, wiedza, że jesteśmy Bogiem.

Przypisy

(1) Jan 16:28. Wszystko, co mówi wielki mistrz, może być interpretowane na kilku poziomach. Tak, Jezus był  awatarem, jak potwierdza Sri Ramakrishna: „Why, I look upon him as an Avatara.” (Dlaczego postrzegam go jako Awatara)  (Paramahansa Ramakrishna w: Swami Prabhavananda. First Meetings with Sri Ramakrishna. (Pierwszy miting ze Sri Ramakriszną) Madras: Sri Ramakrishna Math, 1987 , 106-107.) Lecz tak, również on opisywał wielki krąg istnienia, po którym zmierzamy my wszyscy.

(2) Paramahansa Ramakrishna w: Swami Nikhilananda, trans., The Gospel of Sri Ramakrishna. New York: Ramakrishna-Vivekananda Center, 1978; c1942, 177. [Hereafter GSR]

(3) Paramahansa Ramakrishna w: GSR, 191.

(4) Paramahansa Ramakrishna w: GSR, 184.

(5) Paramahansa Ramakrishna w: Swami Yogeshananda, The Visions of Sri Ramakrishna. Madras: Sri Ramakrishna Math, 1980., 86.

(6) Paramahansa Ramakrishna w: GSR, 933.

(7) Paramahansa Ramakrishna, w: Anon.,Life of Sri Ramakrishna. Calcutta: Advaita Ashrama, 1977; c1924, 107-108.

Tłumaczenie: Anna Euleya

czwartek, 3 lipca 2014

Andżelika - 13. i 14. dzień postu Daniela. Romek - 14. i 15 dzień ... (edytowany)



Romek - 14. dzień (czwartek) diety odtruwającej warzywno-owocowej.
Waga w górę 0,1 – 83,1 kg
Ostatni dzień przed połówką, a potem już z górki. Fajny jest pomysł na rozpoczynanie diety w piątek albo sobotę. Weekendy lepiej się znosi, a po weekendzie jest już następny tydzień prawie w połowie. Psychologicznie to miłe uczucie. Poza tym za dwa tygodnie w piątek i sobotę będzie nagroda za jakieś tam wyrzeczenia.


 15 dzień (piątek) diety odtruwającej warzywno-owocowej.
Waga w dół 0,2 – 82,9 ...kg
Na śniadanie sałatka z pomidorów, ogórków kiszonych, cebuli, ziół + avocado ,kalafior i brokuł. Smaczne zdecydowanie. Na II śniadanie truskawki i na III resztka brokułu i kalafiora. Da się przeżyć spoko. Obiad to zagadka, mój skarb coś tam wymyśli. Od dzisiaj będziemy mieli gości no i dla nich normalne jedzenie. Będzie trudno siedzieć nad warzywami jak na stole bułeczka z masełkiem, świeży, pachnący chlebek, jajeczka, kawka ech….







Andżelika 14. dzień postu Daniela.
Minął właśnie półmetek. Dzisiaj było cudownie. Wszystko, co jadłam smakowało wybornie, głodu nie czułam nawet przez sekundę. Energia wyraźnie wzrosła (wyprasowałam mężowi kupę koszul, namalowałam obrazek i odwiedziłam parę sklepów).
Nie kuszą mnie zabronione rzeczy. Nastrój coraz lepszy. Fizycznie też nic mi nie dolega. Oby tak do końca.
No to mamy z górki....
Tylko waga stoi prawie w miejscu.

 






Andżelika 13. dzień postu Daniela.
To kolejny, trzeci dzień, kiedy nie odczuwam żadnych przykrych skutków diety. Na śniadanie nie rzuciłam się łapczywie, bo, prawdę mówiąc, nie byłam głodna. Potem zjadłam trochę sałatki z rana i następny posiłek to już był obiad. Wyjątkowo dobry. Zmajstrowałam leczo/bigosik z: kalarepki, marchewki, cebuli, kapusty świeżej, papryki, cukinii i bakłażana, którego było najwięce...j. Dosypałam sporo papryki mielonej słodkiej i trochę ostrej, pieprzu, soli, świeżej kolendry i lubczyku oraz trzy duże ząbki czosnku. Dusiłam w minimalnej ilości wody i wyszło... niebo w gębie. Wreszcie się nasyciliśmy. Do kina wzięliśmy po garstce czereśni dla każdego. I to by było na tyle w sprawie jedzenia.
Film - Czarownica/Diabolina super, polecam.
Samopoczucie wyśmienite. Jest mi miło, ciepło i lekko. Nie ważę się, bo mam wrażenie, że mnie prawie nie ubywa, tylko w spodniach luźniej . Jak tak będzie do końca to już nie będę narzekać na ten detoks.

PRZEKAZY MIŁOŚCI I ŚWIATŁA Sophia Serce Ziemi Dar Życia Narodziny


 

PRZEKAZY MIŁOŚCI I ŚWIATŁA Sophia Serce Ziemi

Dar Życia

Narodziny

Jesteś we mnie
Ciszą wpisaną między wiersze
I poezją słowa świetlistą
Co wybiera tylko złote literki szczęścia
By dać je światu ...

Kobieto co rodzisz swe dziecię!
Nie jest istotna metoda porodu, bo droga jedna ...
Tak pełna Miłości co śpiewa całą Tobą
I rodzi owoce zrozumienia i szacunku

Dziś składam pokłon Błogosławieństwa
Ograniczeniom co odchodzą w zrozumieniu
Niosąc ze sobą moc możliwości i piękno
Wstępuję w świat jakim mi go dano
By już niczego nie wykluczać i oceniać
Wznieść się ponad iluzję cierpienia
I skurcz porodu składając mu pokłon

Nie ma znaczenia miejsce gdzie i jak...
Bo ono zawsze jest w Tobie
Wolnością przekraczania siebie
Codziennie na Nowo!

Wiesz wnosisz dar w ten świat
Tak wielki bo jesteś Niezwykłym Cudem
Miłości co utuli wszystko co otrzyma
I zobaczy Prezent zawinięty jedynie
W papier iluzorycznego problemu
Bo to widzenie czyni Cię wygranym!

Codziennie w każdym życiu!

To w Twych oczach odbija się
Tysiące odsłon potencjalnych możliwości
I Ty wiesz i ja wiem ...
Nie jest dane nam uciec od samych siebie
Jest nam dane dawać w nieskończoność
Bo tylko dawanie daje nam moc tęczy

Dziś dziękuję za cud Narodzin
Dziękuję za Prowadzenie i Otwartość
Dziękuję, że Michał jest zdrowy
Dziękuję za moc Kobiety rodzącej owoc Zaufania
Wchodzę w to co jest już bez lęku
Bo lęk jest mym Przyjacielem
I odchodzi tak samo szybko jak się pojawia
By pokazać mi, że zawsze był po mojej stronie
Tylko pozwoliłam mu urosnąć by mną władał
A potem utuliłam do serca w mocy zaufania

Dziś wybaczam sobie bo wiem
I czuję
I Jestem
Ufam i kocham
I wierzę w marzenia
Spełnionego ŻYCIA

Wasza Sophia

Wiersz dedykuję Tobie Kobieto Błogosławiona.
Niechaj Twe piękne dzieci i cała Twoja rodzina będzie wiecznie szczęśliwa.
To Ty Ukochana jesteś siewcą tego szczęścia. Dziękuję Ci, że Jesteś 



 

środa, 2 lipca 2014

Andżelika i Romek: 11. i 12. dzień Postu Daniela


 

 

Romek – 13. dzień (środa) diety odtruwającej warzywno-owocowej.
Waga w dół 0,7 – 83,0 kg
Tak, Andżelika ma rację, niewiarygodne, ile nam potrzeba żeby normalnie żyć.
Myślę, że nie zjadam dziennie więcej niż 900 kcal. Zupełnie nie chce mi się jeść.
Dzisiaj, po śniadaniu (dwie sałatki burak+ avocado i druga pomidory+ ogórki małosolne+ cebula + sałata+ …nie wiem co jeszcze chyba jakieś zioła) czułem się kompletnie najedzony i w zasadzie do 11. nie czułem głodu.
Na II śniadanie owoce (truskawki+ garstka czereśni) i na III śniadanie o 14. dwa pomidory. Na tym wszystkim schudłem już do wagi, która mnie w 100% satysfakcjonuje, ale wiem, że to nie koniec, niestety. Do dnia dzisiejszego ubyło mi przez 12 dni – 5 kg. W sumie nadal uważam, że jest to najlepszy sposób na utratę wagi, oczywiście dla mnie. Ważne że w tym czasie w prawie każdy dzień roboczy pływam 40 min. - 2km.
Samopoczucie w normie, choć w dolnych rejestrach oktawy.

 

 

Andżelika - 12. dzień postu Daniela.
Było dobrze. Nie czułam głodu ani nie tęskniłam za moimi ulubionymi przysmakami. Zjadłam dwa główne posiłki, kilka czereśni, brzoskwinię i to wszystko. Piłam wodę z imbirem. Może jeszcze coś przekąszę, albo i nie. Zdecydowanie żołądek się skurczył, bo nie mogę się najadać. Okazuje się, że do życia niepotrzebne są duże porcje jedzenia. Samopoczucie b. dobre. Nic mi nie dolega, i dzisiaj nawet nie marzłam. Stoczyłam kolejny "bój" z przeciwnikiem diety. Już mi ręce opadają, kiedy ludzie stawiają mnie pod ścianą i każą się tłumaczyć z moich życiowych wyborów. Grożą, ostrzegają, pouczają, potępiają, "dobrze" radzą....a wszystko podobno dla mojego dobra. Sami przy tym nie mają chęci zadbać o siebie. Ech...
Kolejny dzień prawie za mną

 

 

 

Andżelika – 11. Dzień postu Daniela

Kiepsko spałam, a rano nie chciało się wstać z łóżka. Zwlokłam się jednak i dostrzegłam, że za oknem znowu pada. Ech, ten deszcz! Na szczęście temperatura była całkiem przyzwoita, aura niemal tropikalna. Potem wszystko się zmieniło na niekorzyść, temperatura spadał do 14 st., a woda z nieba lała się przez drobny cedzak. Marzłam
Co do jedzenie, nie rozpisuje się tym razem, bo nic nowego bym tu nie umieściła. Po prostu nuda. Choć z "głodem" sobie radzę. Jeśli już go czuje, to bardziej w głowie niż w brzuchu. Byłam u córki, nasmażyłam jej tonę placków ziemniaczanych, i o dziwo, nie dostałam skrętu kiszek z powściągliwości. Zagryzłam "żal" kilkoma kiwi. Dobrze mi też robią świeże ogórki z cebulą i pomidorami z odrobina balsamico.
Ponieważ miałam sporo zajęć i tematów na życie niezwiązanych z dietą, łatwo mi było o niej zapomnieć. Dzień się kończy, a ja mam się dobrze.
Samopoczucie w sumie nie najgorsze. Fizycznie nic mi nie dolega. Tylko wnuczek trochę mnie wymęczył, w sumie dobrze, bo powinnam szybko zasnąć. No, a jutro nowy dzień, lepszy od poprzedniego. Na pewno.

 

Przekazy Miłości i Światła Sophia Serce Ziemi - Śpiew Serca




Przekazy Miłości i Światła Sophia Serce Ziemi

Śpiew serca - EWA

W Tobie gra Melodia Harmonii...
Gdy wsłuchasz się głęboko
Możesz usłyszeć bicie serca
Już nie jednego...
To melodia serc tak otwartych
Pozwalająca w zaufaniu otworzyć
Każde drzwi tej symfonii ŻYCIE

Przytulając do serca to co jest
Możemy to przekroczyć wspólnie
Działając razem i wzmacniając
Potencjały nam ofiarowane

Wcześniej to nie było możliwe
Być może w mój krwiobieg wkradł się
jakiś wirus odbijający cały ten system:):)
Lecz dziś poczułam Drogę tak żywą
I mogę sięgnąć po dowolne jabłko z drzewa
życia by bez grzechu najeść się do syta

Jestem Wolna.I witam się z wolnymi ludźmi.
By wzlecieć jak najpiękniejszy Rajski Motyl
I zobaczyć nagą Ewę ....
Bezwstydną , Piękną , Niepowtarzalną .